Rozdział 2.
Siedziałam w swoim pokoju przeglądając nowości na TT. W
uszach miałam słuchawki i muzykę włączoną na ful. Musiałam się uspokoić,
zdenerwowanie nie było najlepszą opcją na wyścig. Około dwudziestej gotowa
zeszłam na dół. W salonie zastałam ojca, przez chwile zastanawiałam się jak
zacząć temat, choć w sumie jak by go nie zacząć ojciec i tak będzie mieć swoje ‘ale’.
Nie zdążyłam nic powiedzieć, mężczyzna mnie uprzedził
-Dokąd się wybierasz?- spojrzał na mnie tym swoim surowym
wzrokiem, okej, co teraz. Ojciec zna już każdą wymówkę jaką udało mi się
wymyślić, postawiłam na tą najprostszą.
-Do Bethany. Możliwe że zostanę na noc, mamy jutro
sprawdzian-wyjaśniłam
-Słabe kochanie-uśmiechnął się-Po pierwsze: nie, nie
zostaniesz a po drugie gadka ze się uczysz nie przejdzie. Nie zapominaj, ze to
ja chodzę na wywiadówki, wiem jakie masz oceny-powiedział spokojnie
-Super.-powiedziałam bez emocji-A teraz przejdźmy do tego
że ty mi mówisz o której mam wrócić i ja niby się zgadzam , a jak wrócę to się pokłócimy
o to dlaczego się spóźniłam-uśmiechnęłam się głupio
-Nie bądź bezczelna-powiedział groźnie, taa, żeby to
jeszcze na mnie robiło wrażenie, tym tonem zwraca się do mnie na co dzień więc…
-Siema! -powiedziałam i wyszłam nie zwracając już uwagi
na jego dalsze komentarze. Wychodząc z domu założyłam na głowę kaptur.
Skierowałam się w stronę domu Mike’a spalając po drodze szluga. Po dziesięciu
minutach byłam na miejscu, chłopak już na mnie czekał. Podał mi kask, a sam
założył swój. Zasunęłam zamek w mojej czarnej skórzanej kurtce po czym zakładając
kask zajęłam miejsce za chłopakiem. Ruszyliśmy z piskiem opon, niedługo potem
bo po jakiś piętnastu minutach byliśmy na miejscu, stare opuszczone forty, a niedaleko
idealna droga na wyścigi. Zdjęliśmy kaski schodząc z motoru, przeczesałam włosy
dłonią po czym za chłopakiem podeszłam w stronę Luka i James’a. Do tego
pierwszego się przytuliłam, a on pocałował mnie w policzek.
-Terrie dziś nie pojedziesz-powiedział spalając szluga
-Co? Dlaczego?- zapytałam zdziwiona
-Bo dziś to nie będzie
zabawa, rozumiesz?- spojrzał na mnie przelotnie
-Więc pojadę z Tobą-powiedziałam pewna
-Nie!- zaprzeczył
-Ty, Luke, zobacz!- James powiedział wskazując wzrokiem
na jakiegoś kolesia
-Kurwa-powiedział mój chłopak pod nosem
-Kto to jest?- zapytałam ciekawa
-Nikt z kim planujemy się zaprzyjaźnić-odburknął Luke i
poszedł gdzieś, spojrzałam pytająco na Mike’a
-Wróg Luka-powiedział chłopak-Nienawidzi go bo tamten
wygrał!
Zrozumiałam ze to nie jest błahostka, teraz Luke za
wszelką cenę będzie chciał z nim wygrać. Pewnie, raczej na pewno dlatego nie
chce żebym jechała z nim.
-Tii, zaczekaj tu, musimy coś załatwić-powiedział James i
poszli gdzieś z Mike’em, zostałam w sumie sama. Usiadłam na murku i wyciągnęłam
paczkę papierosów. Po chwili zorientowałam się że owy ‘wróg’ Luke’a idzie w
moim kierunku. Spojrzałam na niego w chwili kiedy stał na przeciwko mnie. Wysoki
brunet, o ciemnej karnacji z lekkim zarostem na twarzy, ubrany w ciemne jeansy,
czarną koszulkę i skórzaną kurtkę w tym samym kolorze oraz buty na motor. Uśmiechnął
się lekko w moim kierunku po czym usiadł obok na murku.
-Cześć-powiedział, odwróciłam głowę w jego kierunku
-Cześć-odpowiedziałam obojętnie
-Zayn- wyciągną rękę w moim kierunku, jednak zignorowałam
jego gest
-Terrie, ale raczej nie powinniśmy gadać-powiedziałam
spokojnie, kończąc szluga
-Dlaczego?- zapytał zdziwiony
-Bo ten koleś, z którym ostatnio wygrałeś to mój chłopak,
który nie paja do ciebie przyjaźnią-wyjaśniłam na co chłopak lekko się
uśmiechnął, wyciągnął swoje fajki i podsunął mi pod nos, grzecznie odmówiłam
dziękując.-Nie chce być nie miła, ale lepiej byłoby gdybyś sobie
poszedł-ponownie na niego spojrzałam
-Okej, nie chce żebyś miła przeze mnie kłopoty, skoro
boisz się własnego chłopaka-powiedział spokojnie
-Nie boje się go, jasne!- uniosłam się lekko, nie lubię
kiedy ktoś mi coś sugeruje-Po prostu jestem lojalna!
-Nie denerwuj się tak!- zaśmiał się-Złość piękności
szkodzi!
-O co ci chodzi?- zmarszczyłam brwi -Wiesz co, spadam!
Nie mam ochoty gadać z idiotą!- podniosłam się z miejsca i poszłam przed
siebie. Przepychałam się przez sporą ilość zgromadzonych gapiów aż wreszcie
znalazłam swojego chłopaka i przyjaciół. Podeszłam w ich kierunku i stanęłam
obok.
-Musimy pogadać!- powiedział Luke i pociągnął mnie za rękę,
szlam za nim przez kilka sekund po czym zatrzymał się z dala od wszystkich-Co
to kurwa było?- podniósł głos
-O co ci chodzi?- zapytałam spokojnie
-Po chuj gadałaś z tym kolesiem-powiedział wkurzony
-Nie gadałam z nim.-wzruszyłam ramionami-To on się do
mnie dopierdolił.
-Terrie kurwa!- szarpnął mną za ramie, wkurzyłam się
-Zostaw mnie!- wyrwałam mu się- Mówię ci że to on coś ode
mnie chciał! Spławiłam go- wytłumaczyłam niezbyt spokojnie, chłopak przez
chwilę milczał po czym mnie przytulił, po chwili odkleił się ode mnie i wrócił
na swoje poprzednie miejsce
-Może jakieś sory- powiedziałam do siebie pod nosem i poszłam
za nim, znam Luka na tyle dobrze żeby wiedzieć ze nie przeprasza więc nie ma się
co łudzić, niby mówi mi czasem, że mnie kocha, czasem co równa się praktycznie
z : bardzo sporadycznie, ale co z tego skoro nie wydaje mi się żeby to było
prawdą, dlaczego więc z nim jestem, bo go kurwa kocham i okłamuje się że może
on czuje to samo choć troszeczkę. Dlaczego on ze mną jest? Bo mu tak wygodnie,
bo potrzebuje dziewczyny dla lansu, powodów jest wiele, choć je znam nie
potrafiłabym tego skończyć. Wyścig zaraz miał się zacząć, na starcie był Luke, James,
Mike, jeszcze kilka kolesi i ten cały Zayn. Podeszłam jeszcze do mojego
chłopaka
-Luke, proszę, chce z Tobą jechać-spojrzałam na niego
prosząco
-Nie!- powiedział stanowczo zakładając kurtkę
-Luke..-ponownie powiedziałam, stanął naprzeciwko mnie
kładąc swoje dłonie na moich biodrach i spojrzał mi w oczy
-Nie panikuj mała, to nie jest mój pierwszy raz! Wiesz,
że wygram.-uśmiechnął się lekko po czym mnie pocałował. Odeszłam kawałek w tył
i stanęłam w tłumie przyglądając się akcji. Luke i ten Zayn byli na
prowadzeniu. W pewnej chwili usłyszałam syreny a w oczy rzuciło mi się rażące
światło. Dopiero po chwili zorientowałam się że to policja. W pierwszej chwili
nie wiedziałam co robić, spanikowana zaczęłam rozglądać się we wszystkie strony
poszukując jakiejkolwiek pomocy. Zaczęłam biec przed siebie. W mojej głowie
przewijała się tylko myśl: spierdalaj!
Luke, Mike, James, ktokolwiek! Gdzie wy kurwa jesteście?! Biegłam jakąś ciemną
uliczką, a psy siedziały mi na ogonie. Jeszcze nigdy się tak nie bałam jak w
tej chwili. W pewnym momencie zauważyłam jak ktoś tylko szybko przejeżdża obok
mnie. Ze zmęczenia nie miałam siły by krzyczeć. Musiałam biec dalej i jakoś
poradzić sobie sama. Jak się okazało ten ktosiek mnie zauważył i na moje
szczęście wrócił się po mnie.
-Szybko!- krzyknął, bez zbędnego pierdolenia wsiadłam na
motor
No to mamy dwójeczkę xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz