czwartek, 28 listopada 2013

Uwaga! Występują przekleństwa.


Rozdział 2.

Siedziałam w swoim pokoju przeglądając nowości na TT. W uszach miałam słuchawki i muzykę włączoną na ful. Musiałam się uspokoić, zdenerwowanie nie było najlepszą opcją na wyścig. Około dwudziestej gotowa zeszłam na dół. W salonie zastałam ojca, przez chwile zastanawiałam się jak zacząć temat, choć w sumie jak by go nie zacząć ojciec i tak będzie mieć swoje ‘ale’. Nie zdążyłam nic powiedzieć, mężczyzna mnie uprzedził
-Dokąd się wybierasz?- spojrzał na mnie tym swoim surowym wzrokiem, okej, co teraz. Ojciec zna już każdą wymówkę jaką udało mi się wymyślić, postawiłam na tą najprostszą.
-Do Bethany. Możliwe że zostanę na noc, mamy jutro sprawdzian-wyjaśniłam
-Słabe kochanie-uśmiechnął się-Po pierwsze: nie, nie zostaniesz a po drugie gadka ze się uczysz nie przejdzie. Nie zapominaj, ze to ja chodzę na wywiadówki, wiem jakie masz oceny-powiedział spokojnie
-Super.-powiedziałam bez emocji-A teraz przejdźmy do tego że ty mi mówisz o której mam wrócić i ja niby się zgadzam , a jak wrócę to się pokłócimy o to dlaczego się spóźniłam-uśmiechnęłam się głupio
-Nie bądź bezczelna-powiedział groźnie, taa, żeby to jeszcze na mnie robiło wrażenie, tym tonem zwraca się do mnie na co dzień więc…
-Siema! -powiedziałam i wyszłam nie zwracając już uwagi na jego dalsze komentarze. Wychodząc z domu założyłam na głowę kaptur. Skierowałam się w stronę domu Mike’a spalając po drodze szluga. Po dziesięciu minutach byłam na miejscu, chłopak już na mnie czekał. Podał mi kask, a sam założył swój. Zasunęłam zamek w mojej czarnej skórzanej kurtce po czym zakładając kask zajęłam miejsce za chłopakiem. Ruszyliśmy z piskiem opon, niedługo potem bo po jakiś piętnastu minutach byliśmy na miejscu, stare opuszczone forty, a niedaleko idealna droga na wyścigi. Zdjęliśmy kaski schodząc z motoru, przeczesałam włosy dłonią po czym za chłopakiem podeszłam w stronę Luka i James’a. Do tego pierwszego się przytuliłam, a on pocałował mnie w policzek.
-Terrie dziś nie pojedziesz-powiedział spalając szluga
-Co? Dlaczego?- zapytałam zdziwiona
-Bo  dziś to nie będzie zabawa, rozumiesz?- spojrzał na mnie przelotnie
-Więc pojadę z Tobą-powiedziałam pewna
-Nie!- zaprzeczył
-Ty, Luke, zobacz!- James powiedział wskazując wzrokiem na jakiegoś kolesia
-Kurwa-powiedział mój chłopak pod nosem
-Kto to jest?- zapytałam ciekawa
-Nikt z kim planujemy się zaprzyjaźnić-odburknął Luke i poszedł gdzieś, spojrzałam pytająco na Mike’a
-Wróg Luka-powiedział chłopak-Nienawidzi go bo tamten wygrał!
Zrozumiałam ze to nie jest błahostka, teraz Luke za wszelką cenę będzie chciał z nim wygrać. Pewnie, raczej na pewno dlatego nie chce żebym jechała z nim.
-Tii, zaczekaj tu, musimy coś załatwić-powiedział James i poszli gdzieś z Mike’em, zostałam w sumie sama. Usiadłam na murku i wyciągnęłam paczkę papierosów. Po chwili zorientowałam się że owy ‘wróg’ Luke’a idzie w moim kierunku. Spojrzałam na niego w chwili kiedy stał na przeciwko mnie. Wysoki brunet, o ciemnej karnacji z lekkim zarostem na twarzy, ubrany w ciemne jeansy, czarną koszulkę i skórzaną kurtkę w tym samym kolorze oraz buty na motor. Uśmiechnął się lekko w moim kierunku po czym usiadł obok na murku.
-Cześć-powiedział, odwróciłam głowę w jego kierunku
-Cześć-odpowiedziałam obojętnie
-Zayn- wyciągną rękę w moim kierunku, jednak zignorowałam jego gest
-Terrie, ale raczej nie powinniśmy gadać-powiedziałam spokojnie, kończąc szluga
-Dlaczego?- zapytał zdziwiony
-Bo ten koleś, z którym ostatnio wygrałeś to mój chłopak, który nie paja do ciebie przyjaźnią-wyjaśniłam na co chłopak lekko się uśmiechnął, wyciągnął swoje fajki i podsunął mi pod nos, grzecznie odmówiłam dziękując.-Nie chce być nie miła, ale lepiej byłoby gdybyś sobie poszedł-ponownie na niego spojrzałam
-Okej, nie chce żebyś miła przeze mnie kłopoty, skoro boisz się własnego chłopaka-powiedział spokojnie
-Nie boje się go, jasne!- uniosłam się lekko, nie lubię kiedy ktoś mi coś sugeruje-Po prostu jestem lojalna!
-Nie denerwuj się tak!- zaśmiał się-Złość piękności szkodzi!
-O co ci chodzi?- zmarszczyłam brwi -Wiesz co, spadam! Nie mam ochoty gadać z idiotą!- podniosłam się z miejsca i poszłam przed siebie. Przepychałam się przez sporą ilość zgromadzonych gapiów aż wreszcie znalazłam swojego chłopaka i przyjaciół. Podeszłam w ich kierunku i stanęłam obok.
-Musimy pogadać!- powiedział Luke i pociągnął mnie za rękę, szlam za nim przez kilka sekund po czym zatrzymał się z dala od wszystkich-Co to kurwa było?- podniósł głos
-O co ci chodzi?- zapytałam spokojnie
-Po chuj gadałaś z tym kolesiem-powiedział wkurzony
-Nie gadałam z nim.-wzruszyłam ramionami-To on się do mnie dopierdolił.
-Terrie kurwa!- szarpnął mną za ramie, wkurzyłam się
-Zostaw mnie!- wyrwałam mu się- Mówię ci że to on coś ode mnie chciał! Spławiłam go- wytłumaczyłam niezbyt spokojnie, chłopak przez chwilę milczał po czym mnie przytulił, po chwili odkleił się ode mnie i wrócił na swoje poprzednie miejsce
-Może jakieś sory- powiedziałam do siebie pod nosem i poszłam za nim, znam Luka na tyle dobrze żeby wiedzieć ze nie przeprasza więc nie ma się co łudzić, niby mówi mi czasem, że mnie kocha, czasem co równa się praktycznie z : bardzo sporadycznie, ale co z tego skoro nie wydaje mi się żeby to było prawdą, dlaczego więc z nim jestem, bo go kurwa kocham i okłamuje się że może on czuje to samo choć troszeczkę. Dlaczego on ze mną jest? Bo mu tak wygodnie, bo potrzebuje dziewczyny dla lansu, powodów jest wiele, choć je znam nie potrafiłabym tego skończyć. Wyścig zaraz miał się zacząć, na starcie był Luke, James, Mike, jeszcze kilka kolesi i ten cały Zayn. Podeszłam jeszcze do mojego chłopaka
-Luke, proszę, chce z Tobą jechać-spojrzałam na niego prosząco
-Nie!- powiedział stanowczo zakładając kurtkę
-Luke..-ponownie powiedziałam, stanął naprzeciwko mnie kładąc swoje dłonie na moich biodrach i spojrzał mi w oczy
-Nie panikuj mała, to nie jest mój pierwszy raz! Wiesz, że wygram.-uśmiechnął się lekko po czym mnie pocałował. Odeszłam kawałek w tył i stanęłam w tłumie przyglądając się akcji. Luke i ten Zayn byli na prowadzeniu. W pewnej chwili usłyszałam syreny a w oczy rzuciło mi się rażące światło. Dopiero po chwili zorientowałam się że to policja. W pierwszej chwili nie wiedziałam co robić, spanikowana zaczęłam rozglądać się we wszystkie strony poszukując jakiejkolwiek pomocy. Zaczęłam biec przed siebie. W mojej głowie przewijała się tylko myśl:  spierdalaj! Luke, Mike, James, ktokolwiek! Gdzie wy kurwa jesteście?! Biegłam jakąś ciemną uliczką, a psy siedziały mi na ogonie. Jeszcze nigdy się tak nie bałam jak w tej chwili. W pewnym momencie zauważyłam jak ktoś tylko szybko przejeżdża obok mnie. Ze zmęczenia nie miałam siły by krzyczeć. Musiałam biec dalej i jakoś poradzić sobie sama. Jak się okazało ten ktosiek mnie zauważył i na moje szczęście wrócił się po mnie.
-Szybko!- krzyknął, bez zbędnego pierdolenia wsiadłam na motor



No to mamy dwójeczkę xxx



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz