Rozdział 3.
Byłam wściekła. Wkurwiona wręcz. Szybkim krokiem przemierzyłam
dziedziniec szkoły. Teraz chciałam tylko spotkać się z tymi idiotami i
powiedzieć im co o nich myślę. Przez cały dzień nie myślałam o niczym innym jak
tylko to że mnie wystawili, olali. Wczorajszy wyścig- na samo wspomnienie moje
ciało przeszywa ogromna złość a ręce same zaciskają się w pięści. Żaden z moich
cudownych przyjaciół, baa, chłopak, nie zainteresował się mną czy w ogóle żyje.
Nie obchodziło ich co ze mną, gdyby nie ten cały Zayn pewnie siedziałam bym
teraz w pierdlu przymknięta na 24 do wyjaśnienia, jak już raz było. Spalając po drodze dwa szlugi doszłam do
miejsca w którym byłam pewna zastać Mike’a, James’a i Luke’a. Znajdując się już na miejscu zauważyłam ich oczywiście
świetnie się bawiących.
-Kurwa! Zostawiliście mnie!- krzyknęłam podchodząc w ich
kierunku
-Umm, Tii…- Mike spojrzał na mnie zakłopotany drapiąc się
po karku- Sory…
-Sory? Na serio? Tylko na tyle Cię stać? Wiesz co Mike,
myślałam że się przyjaźnimy a ty zwyczajnie mnie olałeś. Nikogo z was nie
obchodziło to jak dotrę do domu, bo po co kurwa się przejmować, no nie?- nadal
krzyczałam
-Terrie uspokój się!- Luke podniósł na mnie głos,
spojrzałam na niego-Nic nie rozumiesz? Gdyby złapali cie z nami miałabyś większe
kłopoty! –podszedł do mnie chwytając mnie za łokieć i mówił to cały czas
patrząc mi w oczy
-Jakoś ci nie wierzę!- wyrwałam się-Nie pierdol ze
zrobiłeś to żeby mnie chronić!- zaśmiałam się głupio
-Terrie, udajesz czy na serio jesteś taka
głupia?!-powiedział James
-Pierdolcie się wszyscy!- powiedziałam odwracając się na
pięcie i poszłam przed siebie
-Terrie!- słyszałam jeszcze ze mnie wołają, ale jakoś nie
zwróciłam na to uwagi, po chwili zauważyłam ze Luke biegnie za mną,
przyśpieszyłam kroku, nie miałam ochoty na pogawędki z nim
-Zaczekaj!- powiedział
-Czego jeszcze chcesz?- odwróciłam się w jego kierunku,
ten niespodziewanie złapał mój nadgarstek przyciągając mnie do siebie,
przycisną moje ciało do swojego i złączył nasze usta w pocałunku, odkleiłam się
od niego ‘oburzona’- Co ty robisz?- zlekceważył moje pytanie
-Nic ci się nie stało?- zapytał zakładając kosmyk moich
włosów za ucho, nagle się o mnie troszczy
-Nie!- odburknęłam
-To nie odwalaj szopek skarbie. Przecież nic się nie
stało. –powiedział spokojnie
-Dla ciebie to jest nic? Gdyby nie Zayn..-nie dane mi było
dokończyć
-Co kurwa?- zapytał zdziwiony
-Tak, Zayn. Pomógł mi kiedy wy mnie
olaliście.-powiedziałam bez emocji
-Teraz będziesz się szlajać z tym chujem?- powiedział
wkurwiony
-Chuj ci do tego. –powiedziałam pod nosem, podniósł mój podbródek
-Posłuchaj mnie skarbie, to ja ci mówię z kim możesz się spotykać
a z kim nie, pamiętasz? Jesteś moją dziewczyną i nie będziesz się zadawać z tym
pojebem, jasne!- krzyczał, jeszcze nigdy się tak nie zachowywał, okej czasem się
wkurzał, ale to… totalna furia. Patrzyłam na niego zaskoczona jego zachowaniem
a on uśmiechnął się głupio-Kochanie.
-Nie Luke!- cofnęłam się krok do tyłu, odwróciłam się i
pobiegłam przed siebie, po policzku zaczęły mi spływać łzy, nie rozumiałam nic
z tego co się przed chwila wydarzyło, a jeszcze kurwa w tej samej chwili zaczął
dzwonić mój telefon. Bez patrzenia na
ekran odebrałam
-Halo!- prawie krzyknęłam
-Miłe powitanie- usłyszałam śmiech Mulata
-Czego chcesz?- zapytałam poirytowana, fuck, zapomniałam
że dałam mu ten numer, na cholerę, tak chciałam być miła, podziękować a ten
idiota bezczelnie to wykorzystał, mogłam go zbyć a nie teraz muszę się z nim
użerać i jeszcze sobie imprezę wymyślił. Jak się nie zgodzę to wyjdę na niewdzięcznice,
choć w sumie… nie znam go, on nie zna mnie więc ciul co sobie o mnie pomyśli.
-Nie!- odpowiedziałam do słuchawki
-No proszę-powiedział słodkim głosikiem
-Nie znam cię-powiedziałam idąc nadal przed siebie, ze
szlugiem i telefonem w obu dłoniach
-Nie masz argumentów kotku-zaśmiał się- Będę o dziewiętnastej!-
powiedział po czym się rozłączył
-Idiota-skomentowałam po nosem, zajebiście, chyba nie
jestem w nastroju na imprezy, zwłaszcza z kolesiem którego nie znam.
Weszłam do domu rozglądając się po holu i salonie. Ojca
nie ma, jest szansa na dzień bez kazań.Trafiłam na ten moment kiedy ojciec jako szanowany lekarz ma dyżur- dwanaście godzin zbawienia. On sobie udaje jakim to jest dobrym człowiekiem a ja mam spokój. Od razu poszłam do swojego pokoju i
rzuciłam się na łóżko. Spojrzałam na telefon, jakaś wiadomość od Mike’a i Beth.
Nie chciało mi się tego czytać, odłożyłam telefon na stolik nocny i przymknęłam
oczy.
Siedziałam w
salonie oglądając telewizor kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, pierwsze
odczucie strach, ojciec wrócił z kliniki, podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
-Zayn?- zapytałam zdziwiona po czym przeniosłam swój
wzrok na godzinę w telefonie, szlak, zapomniałam. -Umm, impreza.-powiedziałam
pod nosem, uśmiechnął się
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz