Rozdział 5.
-No... tak... oczywiście... no-ojciec właśnie robi mi kazanie, nie
no nie kazanie, awanturę o wczorajszą imprezę. Tak się złożyło że nie mam
ochoty go słuchać a tym bardziej z nim rozmawiać. Kurde jest godzina 13 'rano'
a ten mnie budzi , litości! Zaspana odpowiadam mu jakieś typowe potwierdzenia
choć w sumie nie wiem o czym mówi, głowa mi napierdziela, chciałam odespać po
przesiedzeniu pół dnia w łazience, ale nie!
-Świetnie że się ze mną zgadzasz! W takim razie zaczniemy szlaban
od teraz!- usłyszałam jakiś urywek jego wypowiedzi po tym jak nawrzucał mi jaka
to jestem nieodpowiedzialna smarkula
-Co? Jaki szlaban? Zwariowałeś! Mam 17 lat, nie uważasz ze jestem
za stara na szlabany!- 'oburzam się', jednak ojciec ignorując mnie wychodzi do
kuchni- Zajebiście!- szepcze pod nosem i opadam na skórzaną sofę. Piękna
perspektywa spędzenia soboty z Beth pryska. Usłyszałam dzwonek do drzwi,
podniosłam się z kanapy w celu otworzenia starając się uprzedzić w tym ojca,
domyślając się, że może to być jeden z moich wspaniałych przyjaciół. Wyczujmy
ten sarkazm. Nie myliłam się.
-Co ty tu robisz Luke?- zapytałam chłopaka stojącego przede mną
-Musimy pogadać- mówi-Chodź się przejść!
-Nie...- nie zdążyłam kontynuować
-Nie wkurwiaj mnie! Choć!- powiedział surowym głosem, przewróciłam
oczami i wyszłam przed dom. Tatuś sie nie zdziwi, tego byłam pewna. Nie
pierwszy raz zlekceważyłam jego 'szlaban'. Poszłam przed siebie za chłopakiem.
Po kilku minutach znaleźliśmy się w pobliskim parku, usiadłam na jednej z ławek
i spojrzałam pytająco na chłopaka.
-Masz się nie spotykać z Malikiem!- powiedział od razu siadając
obok mnie na oparciu ławki i zakładając na głowę kaptur
-Pff. Na pewno.- wyciągnęłam z kieszonki pudełko szlugów
-Terrie do cholery!- podniósł głos
-Nie krzycz!- zrobiłam to samo, ale zaraz dał o sobie znać
pulsujący punkt w mojej głowie, kłótnia to nienajlepszy pomysł na kaca
-Będę bo mnie wkurwiasz!- zacisnął ręce w pięści
-Taa. Super. To jak Cię tak wkurwiam to po chuj ze mną jesteś!
Nikt Ci nie karze! Zresztą ułatwię Ci to! Koniec Brown, koniec!- powiedziałam
podnosząc sie natychmiastowo z miejsca i poszłam przed siebie chcąc wrócić do
domu, jednak po chwili ktoś mnie powstrzymał. Ten 'ktoś' złapał mnie za nadgarstek
i pociągnął do siebie tak że stałam w minimalnej odległości od jego ciała.
-Ze mną sie tak nie zrywa, rozumiesz! Ze mną sie kurwa jest!- mówił
spokojnie patrząc się cały czas w moje oczy, przełknęłam głośno ślinę, bałam
się, w tej chwili zwyczajnie się bałam.
-Luke!- nagle usłyszałam gdzieś z boku znajomy mi głos, oboje
równocześnie spojrzeliśmy w tą stronę, Mike, szedł właśnie w naszym kierunku. W
głębi duszy dziękowałam mu za to że przyszedł. Chłopak stanął na przeciwko nas uśmiechając
się -Siema. -podał rękę chłopakowi po czym spojrzał na mnie-Co to za
obściskiwanie się w miejscu publicznym? -zaśmiał się, aha, szkoda że dla mnie
nie wyglądało to tak zabawnie
-Umm, sory, musze spadać!- powiedziałam i nie czekając na
jakąkolwiek reakcje moich towarzyszy poszłam przed siebie.
***
Siedziałam na łóżku oparta plecami o jego zagłowie, trzymając na
kolanach laptopa. Mój telefon cały czas dzwonił. Luke. Nie dawał mi spokoju. Od
kilkunastu minut staram sie to ignorować, jednak już nie wytrzymywałam. W końcu
wkurzona odebrałam
-Czego chcesz?- burknęłam do telefonu
-Terrie, nie możesz mnie zostawić rozumiesz! Zmienię się,
obiecuje.-powiedział, jakoś te jego słowa nie robiły już na mnie wrażenia, ile
razy ja to już słyszałam
-Nie Luke! Obiecywałeś mi to trzy miesiące temu, rok i co? –
wiedziałam, ze kolejny raz nie mogę mu ulec, to było by zbyt proste. Proste dla
niego. Jeśli naprawdę mu na mnie zależy, czego nie jestem tak w stu procentach pewna, to niech się postara.
Ile to już razy słyszałam te banalną regułkę: zmienię się. Z czasem nauczyłam
się że te słowa nic nie znaczą. Rozstawaliśmy się już dwa razy, tyle samo do
siebie wracaliśmy i co? Nadal jest to samo, a za każdym razem obiecywał jaki to
on teraz będzie kochany. Rozłączyłam się nie czekając na jego odpowiedź i
rzuciłam telefon na łóżko uprzednio wyciągając z niego kartę sim. Podeszłam do
szafy i wyciągnęłam z niej jakieś luźniejsze dresy. Moją jedyną opcją na ten
wieczór było zamulanie.
Poszłam do łazienki w celu wzięcia szybkiego prysznica,
kiedy się ogarnęłam, przebrana usiadłam na łóżku, związałam włosy w kok i
ponownie położyłam na kolanach laptopa. Zalogowałam się na TT i pierwsze czego
doznałam to szok. Wszędzie jakieś zdjęcia z wczorajszej imprezy na której: „tajemnicza
dziewczyna została zauważona z chłopakami z One Direction”. Po pierwsze kto to
taki, a po drugie o co cała afera?!
Dopiero po wgłębieniu się i wnikliwym przeanalizowaniu niezbyt „miłych”
komentarzy zrozumiałam mniej więcej co jest grane. Wpisałam w wyszukiwarkę
hasło: one direction, i kliknęłam w pierwszy link. Jednak chyba nie byłam
gotowa na poznanie treści. W mojej głowie pojawiła się tylko jedna myśl: ‘Gwiazdunie.
Spieprzaj jak najdalej. Nie chcesz kłopotów.’
No to mamy kolejny rozdział. Miało go dziś nie być, ale co tam, taka okazja, urodzinki Lou <3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz