Rozdział 6
Nie potrafiłam usiedzieć w
miejscu. Natłok myśli mi na to nie pozwalał. Z jednej strony wydzwaniający Luke a z drugiej jeszcze kurde
nagle Malik’owi przypomniało się o moim istnieniu i zachciało mu się mnie
dręczyć sms’ami. Mam dość kurwa. Wzięłam z krzesła leżąca na nim bluzę i
wyszłam z pokoju. Zbiegłam po schodach i rozejrzałam się po salonie upewniając
się że ojca w nim nie ma. Kiedy byłam pewna że teren jest czysty, wyszłam. Szłam przed siebie, pustymi już ulicami
Londynu. Dosłownie. Było jakoś po północy, więc raczej nie spotkam kogoś
zainteresowanego moimi problemami lub kogoś chcącego mi je stworzyć. Doszłam do
pobliskiego parku i usiadłam na jednej z ławek. Wyciągnęłam z kieszonki pudełko
szlugów i zapaliłam jednego z nich. Potrzebowałam oderwać się na chwile od tego
wszystkiego. I wiedziałam gdzie takiego oderwania szukać. James. Wyciągnęłam z
kieszonki telefon i odszukałam odpowiedni numer, przez chwilę wahałam się czy
do niego zadzwonić, jednak wygrała chęć zapomnienia. Odebrał po dwóch sygnałach
-Terrie? Co jest?- zapytał
zaspanym głosem
-Potrzebuje
tego-powiedziałam prosto z mostu, nie to że jestem narkomanką, i nie mówię tak
jak każdy broniący się przed ta świadomością, po prostu to wiem. Biorę tylko
kiedy na serio już nie ogarniam świata. Czasami mam takie momenty ze
zastanawiam się na tym czy w ogóle jest sens się tak męczyć, czy nie prościej
byłoby z tym wszystkim skończyć. I tu właśnie zaczyna się problem. Bo jestem
tchórzem. Pieprzonym tchórzem.
-Gdzie jesteś?- zapytał
-W parku –odpowiedziałam
-Przyjdź do nas-powiedział
i chciał się już rozłączyć, jednak go powstrzymałam
-Czekaj! Jest Luke?-
zapytałam niepewnie
-Nie wiem co robi Luke w
nocy, ty to powinnaś wiedzieć-zaśmiał się po czym rozłączył, wsunęłam telefon z
powrotem do kieszonki spodni i podniosłam się z miejsca. Spalając po drodze
jeszcze jednego szluga, w jakieś piętnaście minut doszłam na osiedle gdzie
mieszkają chłopaki. Przeszłam przez zaciemnione podwórko po czym znalazłam się
w odpowiednim bloku a po niedługim czasie i w odpowiedniej klatce. Nacisnęłam
na dzwonek a zaraz przede mną pojawił się James. Bez słowa weszłam do środka,
chłopak zamkną za mną drzwi i zrobił to samo.
-Okej, daj mi towar i
spadam, trochę mi się śpieszy!- ponaglałam chłopaka, który pierwsze chciał się
dowiedzieć o co chodzi, jakoś nie miałam ochoty na zwierzenia, a tym bardziej
opowiadać mu o ‘problemach’ z Luke’iem
-Spokojnie
kwiatuszku-powiedział z tym swoim uśmieszkiem
-James kurwa!- wkurzyłam
się-Nie nazywaj mnie tak!
-Co wy się tak kurwa
drzecie!- nagle moim oczom ukazał się zaspany widok Luke’a, przeklęłam pod
nosem
-Miało go nie być!-
spojrzałam z wyrzutem na James’a
-Ja tak nie powiedziałem!-
zaplótł ręce na klacie i stanął oparty o framugę drzwi przyglądając się całej
akcji z rozbawieniem
-Zajebiście!- powiedziałam-Dobra!
Spadam!- chciałam już wyjść, jednak chłopak mnie zatrzymał
-Tii.- zatrzymałam się w
miejscu i odwróciłam na piecie
-Co?- krzyknęłam
-Tylko mnie nie bij!- po
raz kolejny zaśmiał się ten idiota James- Masz! -rzucił mi woreczek z białym
proszkiem po czym zniknął za drzwiami od swojego pokoju, a ja spojrzałam na
Luke’a
-Chce żebyś wiedział ze
gdybym wiedziała ze tu jesteś, to bym nie przyszła! -wysyczałam z zaciśniętymi
ustami
-Super-powiedział bez
emocji, zdziwiło mnie to
-Emm, nie skomentujesz
tego?! Nie powiesz mi że ściemniam i ż jestem tu bo na ciebie lecę. To bardziej do ciebie pasuje- powiedziałam
-Yyy, nie-uśmiechnął się,
przewróciłam oczami i wyszłam z mieszkania trzaskając drzwiami, jak on mnie
wkurza, oni obaj mnie wkurzają, grry, już chyba wole jak Luke jest chamski niż
miły.
Weszłam po cichu do domu.
Chciałam tylko nie zauwazalanie pójść na górę, wciągnąć kreskę i zasnąć, a
potem obudzić się bez tych wszystkich problemów. Jednak coś musiało pójść nie
tak, a raczej ktoś chciał mi zniszczyć mój piękny plan.
***
Jest 6. Taki chyba troche krótrzy. Nie wiem kiedy pojawi się następny, ale postaram się go wstawić jak najszybciej. Do next xxx

