piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 6

Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Natłok myśli mi na to nie pozwalał. Z jednej strony  wydzwaniający Luke a z drugiej jeszcze kurde nagle Malik’owi przypomniało się o moim istnieniu i zachciało mu się mnie dręczyć sms’ami. Mam dość kurwa. Wzięłam z krzesła leżąca na nim bluzę i wyszłam z pokoju. Zbiegłam po schodach i rozejrzałam się po salonie upewniając się że ojca w nim nie ma. Kiedy byłam pewna że teren jest czysty, wyszłam.  Szłam przed siebie, pustymi już ulicami Londynu. Dosłownie. Było jakoś po północy, więc raczej nie spotkam kogoś zainteresowanego moimi problemami lub kogoś chcącego mi je stworzyć. Doszłam do pobliskiego parku i usiadłam na jednej z ławek. Wyciągnęłam z kieszonki pudełko szlugów i zapaliłam jednego z nich. Potrzebowałam oderwać się na chwile od tego wszystkiego. I wiedziałam gdzie takiego oderwania szukać. James. Wyciągnęłam z kieszonki telefon i odszukałam odpowiedni numer, przez chwilę wahałam się czy do niego zadzwonić, jednak wygrała chęć zapomnienia. Odebrał po dwóch sygnałach
-Terrie? Co jest?- zapytał zaspanym głosem
-Potrzebuje tego-powiedziałam prosto z mostu, nie to że jestem narkomanką, i nie mówię tak jak każdy broniący się przed ta świadomością, po prostu to wiem. Biorę tylko kiedy na serio już nie ogarniam świata. Czasami mam takie momenty ze zastanawiam się na tym czy w ogóle jest sens się tak męczyć, czy nie prościej byłoby z tym wszystkim skończyć. I tu właśnie zaczyna się problem. Bo jestem tchórzem. Pieprzonym tchórzem.
-Gdzie jesteś?- zapytał
-W parku –odpowiedziałam
-Przyjdź do nas-powiedział i chciał się już rozłączyć, jednak go powstrzymałam
-Czekaj! Jest Luke?- zapytałam niepewnie
-Nie wiem co robi Luke w nocy, ty to powinnaś wiedzieć-zaśmiał się po czym rozłączył, wsunęłam telefon z powrotem do kieszonki spodni i podniosłam się z miejsca. Spalając po drodze jeszcze jednego szluga, w jakieś piętnaście minut doszłam na osiedle gdzie mieszkają chłopaki. Przeszłam przez zaciemnione podwórko po czym znalazłam się w odpowiednim bloku a po niedługim czasie i w odpowiedniej klatce. Nacisnęłam na dzwonek a zaraz przede mną pojawił się James. Bez słowa weszłam do środka, chłopak zamkną za mną drzwi i zrobił to samo.
-Okej, daj mi towar i spadam, trochę mi się śpieszy!- ponaglałam chłopaka, który pierwsze chciał się dowiedzieć o co chodzi, jakoś nie miałam ochoty na zwierzenia, a tym bardziej opowiadać mu o ‘problemach’ z Luke’iem
-Spokojnie kwiatuszku-powiedział z tym swoim uśmieszkiem
-James kurwa!- wkurzyłam się-Nie nazywaj mnie tak!
-Co wy się tak kurwa drzecie!- nagle moim oczom ukazał się zaspany widok Luke’a, przeklęłam pod nosem
-Miało go nie być!- spojrzałam z wyrzutem na James’a
-Ja tak nie powiedziałem!- zaplótł ręce na klacie i stanął oparty o framugę drzwi przyglądając się całej akcji z rozbawieniem

-Zajebiście!- powiedziałam-Dobra! Spadam!- chciałam już wyjść, jednak chłopak mnie zatrzymał
-Tii.- zatrzymałam się w miejscu i odwróciłam na piecie
-Co?- krzyknęłam
-Tylko mnie nie bij!- po raz kolejny zaśmiał się ten idiota James- Masz! -rzucił mi woreczek z białym proszkiem po czym zniknął za drzwiami od swojego pokoju, a ja spojrzałam na Luke’a
-Chce żebyś wiedział ze gdybym wiedziała ze tu jesteś, to bym nie przyszła! -wysyczałam z zaciśniętymi ustami
-Super-powiedział bez emocji, zdziwiło mnie to
-Emm, nie skomentujesz tego?! Nie powiesz mi że ściemniam i ż jestem tu bo na ciebie lecę. To bardziej do ciebie pasuje- powiedziałam
-Yyy, nie-uśmiechnął się, przewróciłam oczami i wyszłam z mieszkania trzaskając drzwiami, jak on mnie wkurza, oni obaj mnie wkurzają, grry, już chyba wole jak Luke jest chamski niż miły.
 
Weszłam po cichu do domu. Chciałam tylko nie zauwazalanie pójść na górę, wciągnąć kreskę i zasnąć, a potem obudzić się bez tych wszystkich problemów. Jednak coś musiało pójść nie tak, a raczej ktoś chciał mi zniszczyć mój piękny plan.

***
Jest 6. Taki chyba troche krótrzy. Nie wiem kiedy pojawi się następny, ale postaram się go wstawić jak najszybciej. Do next xxx





wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 5.

-No... tak... oczywiście... no-ojciec właśnie robi mi kazanie, nie no nie kazanie, awanturę o wczorajszą imprezę. Tak się złożyło że nie mam ochoty go słuchać a tym bardziej z nim rozmawiać. Kurde jest godzina 13 'rano' a ten mnie budzi , litości! Zaspana odpowiadam mu jakieś typowe potwierdzenia choć w sumie nie wiem o czym mówi, głowa mi napierdziela, chciałam odespać po przesiedzeniu pół dnia w łazience, ale nie!
-Świetnie że się ze mną zgadzasz! W takim razie zaczniemy szlaban od teraz!- usłyszałam jakiś urywek jego wypowiedzi po tym jak nawrzucał mi jaka to jestem nieodpowiedzialna smarkula
-Co? Jaki szlaban? Zwariowałeś! Mam 17 lat, nie uważasz ze jestem za stara na szlabany!- 'oburzam się', jednak ojciec ignorując mnie wychodzi do kuchni- Zajebiście!- szepcze pod nosem i opadam na skórzaną sofę. Piękna perspektywa spędzenia soboty z Beth pryska. Usłyszałam dzwonek do drzwi, podniosłam się z kanapy w celu otworzenia starając się uprzedzić w tym ojca, domyślając się, że może to być jeden z moich wspaniałych przyjaciół. Wyczujmy ten sarkazm. Nie myliłam się.
-Co ty tu robisz Luke?- zapytałam chłopaka stojącego przede mną
-Musimy pogadać- mówi-Chodź się przejść!
-Nie...- nie zdążyłam kontynuować
-Nie wkurwiaj mnie! Choć!- powiedział surowym głosem, przewróciłam oczami i wyszłam przed dom. Tatuś  sie nie zdziwi, tego byłam pewna. Nie pierwszy raz zlekceważyłam jego 'szlaban'. Poszłam przed siebie za chłopakiem. Po kilku minutach znaleźliśmy się w pobliskim parku, usiadłam na jednej z ławek i spojrzałam pytająco na chłopaka.
-Masz się nie spotykać z Malikiem!- powiedział od razu siadając obok mnie na oparciu ławki i zakładając na głowę kaptur
-Pff. Na pewno.- wyciągnęłam z kieszonki pudełko szlugów
-Terrie do cholery!- podniósł głos
-Nie krzycz!- zrobiłam to samo, ale zaraz dał o sobie znać pulsujący punkt w mojej głowie, kłótnia to nienajlepszy pomysł na kaca
-Będę bo mnie wkurwiasz!- zacisnął ręce w pięści
-Taa. Super. To jak Cię tak wkurwiam to po chuj ze mną jesteś! Nikt Ci nie karze! Zresztą ułatwię Ci to! Koniec Brown, koniec!- powiedziałam podnosząc sie natychmiastowo z miejsca i poszłam przed siebie chcąc wrócić do domu, jednak po chwili ktoś mnie powstrzymał. Ten 'ktoś' złapał mnie za nadgarstek i pociągnął do siebie tak że stałam w minimalnej odległości od jego ciała.
-Ze mną sie tak nie zrywa, rozumiesz! Ze mną sie kurwa jest!- mówił spokojnie patrząc się cały czas w moje oczy, przełknęłam głośno ślinę, bałam się, w tej chwili zwyczajnie się bałam.
-Luke!- nagle usłyszałam gdzieś z boku znajomy mi głos, oboje równocześnie spojrzeliśmy w tą stronę, Mike, szedł właśnie w naszym kierunku. W głębi duszy dziękowałam mu za to że przyszedł. Chłopak stanął na przeciwko nas uśmiechając się -Siema. -podał rękę chłopakowi po czym spojrzał na mnie-Co to za obściskiwanie się w miejscu publicznym? -zaśmiał się, aha, szkoda że dla mnie nie wyglądało to tak zabawnie
-Umm, sory, musze spadać!- powiedziałam i nie czekając na jakąkolwiek reakcje moich towarzyszy poszłam przed siebie.

***
Siedziałam na łóżku oparta plecami o jego zagłowie, trzymając na kolanach laptopa. Mój telefon cały czas dzwonił. Luke. Nie dawał mi spokoju. Od kilkunastu minut staram sie to ignorować, jednak już nie wytrzymywałam. W końcu wkurzona odebrałam
-Czego chcesz?- burknęłam do telefonu
-Terrie, nie możesz mnie zostawić rozumiesz! Zmienię się, obiecuje.-powiedział, jakoś te jego słowa nie robiły już na mnie wrażenia, ile razy ja to już słyszałam
-Nie Luke! Obiecywałeś mi to trzy miesiące temu, rok i co? – wiedziałam, ze kolejny raz nie mogę mu ulec, to było by zbyt proste. Proste dla niego. Jeśli naprawdę mu na mnie zależy, czego nie jestem tak  w stu procentach pewna, to niech się postara. Ile to już razy słyszałam te banalną regułkę: zmienię się. Z czasem nauczyłam się że te słowa nic nie znaczą. Rozstawaliśmy się już dwa razy, tyle samo do siebie wracaliśmy i co? Nadal jest to samo, a za każdym razem obiecywał jaki to on teraz będzie kochany. Rozłączyłam się nie czekając na jego odpowiedź i rzuciłam telefon na łóżko uprzednio wyciągając z niego kartę sim. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej jakieś luźniejsze dresy. Moją jedyną opcją na ten wieczór było zamulanie. 

Poszłam do łazienki w celu wzięcia szybkiego prysznica, kiedy się ogarnęłam, przebrana usiadłam na łóżku, związałam włosy w kok i ponownie położyłam na kolanach laptopa. Zalogowałam się na TT i pierwsze czego doznałam to szok. Wszędzie jakieś zdjęcia z wczorajszej imprezy na której: „tajemnicza dziewczyna została zauważona z chłopakami z One Direction”. Po pierwsze kto to taki, a  po drugie o co cała afera?! Dopiero po wgłębieniu się i wnikliwym przeanalizowaniu niezbyt „miłych” komentarzy zrozumiałam mniej więcej co jest grane. Wpisałam w wyszukiwarkę hasło: one direction, i kliknęłam w pierwszy link. Jednak chyba nie byłam gotowa na poznanie treści. W mojej głowie pojawiła się tylko jedna myśl: ‘Gwiazdunie. Spieprzaj jak najdalej. Nie chcesz kłopotów.’





No to mamy kolejny rozdział. Miało go dziś nie być, ale co tam, taka okazja, urodzinki Lou <3

piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 4.

Po chwili jazdy zatrzymaliśmy się pod ogromną willą. Spojrzałam pytająco na Mulata, a ten się tylko uśmiechnął. Wyszedł z samochodu obchodząc go dookoła i otworzył mi drzwi podając mi dłoń. Zignorowałam jego gest i sama wyszłam z samochodu.
-Myślałam że idziemy na imprezę… do klubu.-powiedziałam, chłopak cały czas mi się przyglądał, aż dziwnie się czułam przez ten jego wzrok na sobie-Halo, ziemia do Malika!- pomachałam mu ręką przed oczami kiedy nie reagował na moje zdanie nawet najmniejszym ‘aha’ .
-Idziemy, tylko zgarniemy jeszcze paru debili. Chodź!- pociągnął mnie za sobą za rękę, znaleźliśmy się przed wejściem do willi. Chłopak nacisnął na klamkę po czym nadal prowadząc mnie za sobą wszedł do salonu. Tam zastałam czterech chłopaków, którzy chyba właśnie kończyli się szykować.  W jednej chwili wzrok ich wszystkich skierował się na moją osobę.
-Umm… hej- powiedziałam niepewnie kiedy ich wzrok zaczął przyprawiać mnie o zakłopotanie

-Hej-powiedzieli chórkiem przerzucając się z głupich min na uśmiechy,chwile trwało zanim osoba z którą tu przyszłam zorientowała się ze nadal tu jestem, zajęta poprawianiem swoich włosów przed lustrem.
-Terrie to są: Niall, Louis, Harry i Liam- powiedział Malik stając ponownie obok mnie-Chłopaki to Terrie.
-Miło mi cię poznać-uśmiechnął się miło jeden z nich co odwzajemniłam, Liam najprawdopodobniej. Niestety jeszcze za bardzo nie ogarniam kto jest kto ale mam dziwne wrażenie że ich wszystkich skądś kojarzę. Pomijając to, przejrzałam się ostatni raz w lustrze na szybko po czym wszyscy wyszliśmy.
Wysiadając z samochodu przejechałam ręką po czarnym materiale mojej sukienki wygładzając go. Poprawiłam przewieszoną przez ramię torebkę i spojrzałam na moich towarzyszy. Jeden z nich wręczał  banknot kierowcy taksówki, drugi rozmawiał z kimś przez telefon, a z tego co zrozumiałam to wyjaśniał owemu komuś jak ma trafić do klubu przed którym się znajdujemy.
-To jak, idziemy?-usłyszałam głos Zayna, odwróciłam głowę w jego kierunku po czym skinęłam potwierdzając. Weszliśmy do środka, ale, no właśnie, ale wcale nie staliśmy w kolejce jak wszyscy się tu znajdujący co nie powiem troszeczkę mnie zdziwiło. Chłopak podszedł do mężczyzny stojącego przy bramce po czym szepną mu coś do ucha, a ten zaprosił nas do środka. Wchodząc do środka do moich nozdrzu od razu doleciał zmieszany zapach alkoholu i papierosów. Przewijając się pomiędzy tańczącymi ludźmi, za chłopakiem, podeszłam w stronę baru..
-Napijesz się czegoś?-zapytał spoglądając na mnie
-Jasne. Weź mi coś mocnego-odpowiedziałam, spojrzał na mnie pytająco-Mi nie sprzedadzą-wzruszyłam ramionami
-Okej-powiedział po czym zwrócił się do barmana. Po chwili razem z naszymi drinkami szliśmy w stronę stolika, który zajęli znajomi bruneta.
-Właściwie to ile ty masz lat?-zapytał chłopak
-Właściwie to prawie osiemnaście-odpowiedziałam po czym zajęłam miejsce obok blondyna. Osoby obok mnie zaczęły prowadzić konwersację na jakiś nie zbyt interesujący mnie temat dziewczyn przebywających w tym klubie, ja natomiast skupiłam swoją uwagę na cieczy w szkle, które trzymam w ręku. Cały czas myślałam o sytuacji z Luke'iem. Nie byłam zachwycona obrotem spraw.Do cholery dlaczego on się tak zachował ?! Nadal tego nie rozumiałam. Chodź w tamtej chwili byłam na niego wściekła to mimo wszystko nadal był moim chłopakiem i nadal się o niego martwiłam. Moje rozmyślanie przerwał dzwoniący telefon. Jakoś wygrzebałam go z torebki i spojrzałam na wyświetlacz: Luke. Podniosłam się z miejsca chcąc wyjść do jakiegoś miejsca gdzie będzie szansa że cokolwiek usłyszę. Ktoś złapał mnie za łokieć, odruchowo spojrzałam w tył i zobaczyłam zdziwionego Mulata.
-Gdzie idziesz?-zapytał
-Do toalety-powiedziałam i poszłam przed siebie. Odnalazłam drzwi prowadzące do łazienki i weszłam do pomieszczenia po czym odebrałam
-Co chcesz?-zapytałam nie chcąc w tej chwili  pokazywać że mi na nim zależy czy że martwię się o niego
-Przepraszam-powiedział cicho, a mnie zatkało. On? Luke Brown przeprasza? To nie możliwe. Przesłyszałam się.
-Co ty powiedziałeś?-zapytałam w szoku
-No przepraszam, ile razy mam to powtarzać!-podniósł głos
-Nie krzycz na mnie!-użyłam tego samego tonu
-Dobra, może po prostu... gdzie jesteś?-zadał pytanie
-Teraz Cię to interesuje!-przypominając sobie o zdarzeniu z ubiegłego dnia cała wściekłość wzrosła-Jestem z Malik'iem, spadaj!-dodałam będąc pewna że go to wkurzy, ale w tamtej chwili tego chciałam, wkurzyć go, tak własnie, żeby zobaczył ze nie może mną rządzić, nie jestem jego własnością i nie pozwolę się tak traktować.Włożyłam telefon z powrotem do torebki po czym stanęłam przed wielkim lustrem oparta o blat z umywalką. Przemyłam twarz zimną wodą i przymknęłam oczy. Wróciłam do rzeczywistości wraz z powrotem do chłopaków. Każdy z nich był już lekko nawalony, no prawie, ten Liam wydawał się trzeźwy.
-Zayn!-szturchnęłam chłopaka w ramię by ten zwrócił na mnie uwagę, spojrzał na mnie pytająco-Załatwisz mi drinka?-starałam się słodko uśmiechnąć na co wszyscy się zaśmiali
-Ja ci załatwię-powiedział Lokowaty, pierwszy raz dzisiejszego wieczoru zwróciłam na niego 'większą' uwagę bo poza : hej, nie rozmawialiśmy. Razem z chłopakiem podeszłam do baru i usiadłam na wysokim krześle
-Poproszę...-powiedział ale nie zdążył dokończyć gdyż wpieprzyłam mu się w zdanie
-Dwie kolejki czystej-dokończyłam za niego, chłopak jak i barman spojrzeli na mnie, ten drugi bardziej pytająco, wtedy chłopak pokazał mu swój dowód po czym już nie powinno być kłopotów, westchną po czym podał nam kolejkę. Wzięłam kieliszek w dłoń i wypiłam ciurkiem gorzką ciecz. To samo zrobiłam z drugim kieliszkiem.
-Idę zapalić, idziesz ?-spojrzałam na chłopaka obok mnie, skiną głową. Wyszliśmy przed klub i stanęliśmy gdzieś z boku. Wyciągnęłam z torebki pudełko szlugów podsuwając je chłopakowi pod nos, jednak odmówił, wzruszyłam ramionami i sama zapaliłam.
-Jak poznałaś Zayn'a-chłopak przerwał panująca ciszę
-Na wyścigach-odpowiedziałam
-Jeśli mogę ci coś radzić, nie angażuj się, Zayn nie jest typem chłopaka który szuka stałych związków.-powiedział spoglądając na mnie, zaśmiałam się
-Myślisz, ze ja w nim?-jeszcze bardziej wybuchłam śmiechem-Możesz być spokojny, nie jest w moim typie. A tak między nami to idiota-dopaliłam szluga po czym rzuciłam go na ziemie.Wróciliśmy do środka.
-Zatańczymy?-w połowie drogi do stolika chłopak zatrzymał mnie łapiąc mój nadgarstek
-Okej-odpowiedziałam, a on niepewnie zbliżył się w moim kierunku kładąc swoje dłonie na mojej tali, natomiast ja zaplotłam swoje na jego karku. W myślach dziękowałam sobie za inteligencje i ubranie wyższych butów. Gdyby nie moje creepersy na platformie pewnie moja twarz znajdowała by się teraz na wysokości jego klatki.Przetańczyliśmy tak kilka kawałków po czym ponownie udaliśmy się w stronę baru. Resztę imprezy nie pamiętam, Może poza faktem że całą ją spędziłam z Loczkiem i nadal nie wiem jak ma na imię. Zayn zajął się inną panienką, ten Liam wrócił z blondynem i tym jeszcze jednym do domu.

Następnego dnia obudziłam się na pierdolonym kacu.Nie miałam siły by otworzyć oczy i jeszcze to cholerne światło wdzierające mi się do pokoju przez żaluzje. Po piętnastu minutach przekonywania samej siebie że będzie dobrze podniosłam się do pozycji siedzącej. Jednak szybko tego pożałowałam. Od razu zaczęło mi się kręcić w głowie. Jednak nie miałam czasu by się nad tym bardziej rozczulać bo zaraz znalazłam się w łazience przytulona do mojego nowego 'przyjaciela', w tej chwili wydawał się niezbędny.



No to jest rozdział czwarty. Pojawił się nasz główny bohater-Harry :)
A w ogóle to ktoś czyta? Bo jest ponad 60 wyświetleń a komentarzy brak.Jeśli czytasz zostaw po sobie jakiś ślad, proszę. Nawet zwykłe: "Czytam" wystarczy.

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 3.

Byłam wściekła. Wkurwiona wręcz. Szybkim krokiem przemierzyłam dziedziniec szkoły. Teraz chciałam tylko spotkać się z tymi idiotami i powiedzieć im co o nich myślę. Przez cały dzień nie myślałam o niczym innym jak tylko to że mnie wystawili, olali. Wczorajszy wyścig- na samo wspomnienie moje ciało przeszywa ogromna złość a ręce same zaciskają się w pięści. Żaden z moich cudownych przyjaciół, baa, chłopak, nie zainteresował się mną czy w ogóle żyje. Nie obchodziło ich co ze mną, gdyby nie ten cały Zayn pewnie siedziałam bym teraz w pierdlu przymknięta na 24 do wyjaśnienia, jak już raz było.  Spalając po drodze dwa szlugi doszłam do miejsca w którym byłam pewna zastać Mike’a, James’a i Luke’a.  Znajdując się już na miejscu zauważyłam ich oczywiście świetnie się bawiących.
-Kurwa! Zostawiliście mnie!- krzyknęłam podchodząc w ich kierunku
-Umm, Tii…- Mike spojrzał na mnie zakłopotany drapiąc się po karku- Sory…
-Sory? Na serio? Tylko na tyle Cię stać? Wiesz co Mike, myślałam że się przyjaźnimy a ty zwyczajnie mnie olałeś. Nikogo z was nie obchodziło to jak dotrę do domu, bo po co kurwa się przejmować, no nie?- nadal krzyczałam
-Terrie uspokój się!- Luke podniósł na mnie głos, spojrzałam na niego-Nic nie rozumiesz? Gdyby złapali cie z nami miałabyś większe kłopoty! –podszedł do mnie chwytając mnie za łokieć i mówił to cały czas patrząc mi w oczy
-Jakoś ci nie wierzę!- wyrwałam się-Nie pierdol ze zrobiłeś to żeby mnie chronić!- zaśmiałam się głupio
-Terrie, udajesz czy na serio jesteś taka głupia?!-powiedział James
-Pierdolcie się wszyscy!- powiedziałam odwracając się na pięcie i poszłam przed siebie
-Terrie!- słyszałam jeszcze ze mnie wołają, ale jakoś nie zwróciłam na to uwagi, po chwili zauważyłam ze Luke biegnie za mną, przyśpieszyłam kroku, nie miałam ochoty na pogawędki z nim
-Zaczekaj!- powiedział
-Czego jeszcze chcesz?- odwróciłam się w jego kierunku, ten niespodziewanie złapał mój nadgarstek przyciągając mnie do siebie, przycisną moje ciało do swojego i złączył nasze usta w pocałunku, odkleiłam się od niego ‘oburzona’- Co ty robisz?- zlekceważył moje pytanie
-Nic ci się nie stało?- zapytał zakładając kosmyk moich włosów za ucho, nagle się o mnie troszczy
-Nie!- odburknęłam
-To nie odwalaj szopek skarbie. Przecież nic się nie stało. –powiedział spokojnie
-Dla ciebie to jest nic? Gdyby nie Zayn..-nie dane mi było dokończyć
-Co kurwa?- zapytał zdziwiony
-Tak, Zayn. Pomógł mi kiedy wy mnie olaliście.-powiedziałam bez emocji
-Teraz będziesz się szlajać z tym chujem?- powiedział wkurwiony
-Chuj ci do tego. –powiedziałam pod nosem, podniósł mój podbródek
-Posłuchaj mnie skarbie, to ja ci mówię z kim możesz się spotykać a z kim nie, pamiętasz? Jesteś moją dziewczyną i nie będziesz się zadawać z tym pojebem, jasne!- krzyczał, jeszcze nigdy się tak nie zachowywał, okej czasem się wkurzał, ale to… totalna furia. Patrzyłam na niego zaskoczona jego zachowaniem a on uśmiechnął się głupio-Kochanie.
-Nie Luke!- cofnęłam się krok do tyłu, odwróciłam się i pobiegłam przed siebie, po policzku zaczęły mi spływać łzy, nie rozumiałam nic z tego co się przed chwila wydarzyło, a jeszcze kurwa w tej samej chwili zaczął dzwonić mój telefon.  Bez patrzenia na ekran odebrałam
-Halo!- prawie krzyknęłam
-Miłe powitanie- usłyszałam śmiech Mulata
-Czego chcesz?- zapytałam poirytowana, fuck, zapomniałam że dałam mu ten numer, na cholerę, tak chciałam być miła, podziękować a ten idiota bezczelnie to wykorzystał, mogłam go zbyć a nie teraz muszę się z nim użerać i jeszcze sobie imprezę wymyślił. Jak się nie zgodzę to wyjdę na niewdzięcznice, choć w sumie… nie znam go, on nie zna mnie więc ciul co sobie o mnie pomyśli.
-Nie!- odpowiedziałam do słuchawki
-No proszę-powiedział słodkim głosikiem
-Nie znam cię-powiedziałam idąc nadal przed siebie, ze szlugiem i telefonem w obu dłoniach
-Nie masz argumentów kotku-zaśmiał się- Będę o dziewiętnastej!- powiedział po czym się rozłączył
-Idiota-skomentowałam po nosem, zajebiście, chyba nie jestem w nastroju na imprezy, zwłaszcza z kolesiem którego nie znam.

Weszłam do domu rozglądając się po holu i salonie. Ojca nie ma, jest szansa na dzień bez kazań.Trafiłam na ten moment kiedy ojciec jako szanowany lekarz ma dyżur- dwanaście godzin zbawienia. On sobie udaje jakim to jest dobrym człowiekiem a ja mam spokój. Od razu poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Spojrzałam na telefon, jakaś wiadomość od Mike’a i Beth. Nie chciało mi się tego czytać, odłożyłam telefon na stolik nocny i przymknęłam oczy.

 Siedziałam w salonie oglądając telewizor kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, pierwsze odczucie strach, ojciec wrócił z kliniki, podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
-Zayn?- zapytałam zdziwiona po czym przeniosłam swój wzrok na godzinę w telefonie, szlak, zapomniałam. -Umm, impreza.-powiedziałam pod nosem, uśmiechnął się





czwartek, 28 listopada 2013

Uwaga! Występują przekleństwa.


Rozdział 2.

Siedziałam w swoim pokoju przeglądając nowości na TT. W uszach miałam słuchawki i muzykę włączoną na ful. Musiałam się uspokoić, zdenerwowanie nie było najlepszą opcją na wyścig. Około dwudziestej gotowa zeszłam na dół. W salonie zastałam ojca, przez chwile zastanawiałam się jak zacząć temat, choć w sumie jak by go nie zacząć ojciec i tak będzie mieć swoje ‘ale’. Nie zdążyłam nic powiedzieć, mężczyzna mnie uprzedził
-Dokąd się wybierasz?- spojrzał na mnie tym swoim surowym wzrokiem, okej, co teraz. Ojciec zna już każdą wymówkę jaką udało mi się wymyślić, postawiłam na tą najprostszą.
-Do Bethany. Możliwe że zostanę na noc, mamy jutro sprawdzian-wyjaśniłam
-Słabe kochanie-uśmiechnął się-Po pierwsze: nie, nie zostaniesz a po drugie gadka ze się uczysz nie przejdzie. Nie zapominaj, ze to ja chodzę na wywiadówki, wiem jakie masz oceny-powiedział spokojnie
-Super.-powiedziałam bez emocji-A teraz przejdźmy do tego że ty mi mówisz o której mam wrócić i ja niby się zgadzam , a jak wrócę to się pokłócimy o to dlaczego się spóźniłam-uśmiechnęłam się głupio
-Nie bądź bezczelna-powiedział groźnie, taa, żeby to jeszcze na mnie robiło wrażenie, tym tonem zwraca się do mnie na co dzień więc…
-Siema! -powiedziałam i wyszłam nie zwracając już uwagi na jego dalsze komentarze. Wychodząc z domu założyłam na głowę kaptur. Skierowałam się w stronę domu Mike’a spalając po drodze szluga. Po dziesięciu minutach byłam na miejscu, chłopak już na mnie czekał. Podał mi kask, a sam założył swój. Zasunęłam zamek w mojej czarnej skórzanej kurtce po czym zakładając kask zajęłam miejsce za chłopakiem. Ruszyliśmy z piskiem opon, niedługo potem bo po jakiś piętnastu minutach byliśmy na miejscu, stare opuszczone forty, a niedaleko idealna droga na wyścigi. Zdjęliśmy kaski schodząc z motoru, przeczesałam włosy dłonią po czym za chłopakiem podeszłam w stronę Luka i James’a. Do tego pierwszego się przytuliłam, a on pocałował mnie w policzek.
-Terrie dziś nie pojedziesz-powiedział spalając szluga
-Co? Dlaczego?- zapytałam zdziwiona
-Bo  dziś to nie będzie zabawa, rozumiesz?- spojrzał na mnie przelotnie
-Więc pojadę z Tobą-powiedziałam pewna
-Nie!- zaprzeczył
-Ty, Luke, zobacz!- James powiedział wskazując wzrokiem na jakiegoś kolesia
-Kurwa-powiedział mój chłopak pod nosem
-Kto to jest?- zapytałam ciekawa
-Nikt z kim planujemy się zaprzyjaźnić-odburknął Luke i poszedł gdzieś, spojrzałam pytająco na Mike’a
-Wróg Luka-powiedział chłopak-Nienawidzi go bo tamten wygrał!
Zrozumiałam ze to nie jest błahostka, teraz Luke za wszelką cenę będzie chciał z nim wygrać. Pewnie, raczej na pewno dlatego nie chce żebym jechała z nim.
-Tii, zaczekaj tu, musimy coś załatwić-powiedział James i poszli gdzieś z Mike’em, zostałam w sumie sama. Usiadłam na murku i wyciągnęłam paczkę papierosów. Po chwili zorientowałam się że owy ‘wróg’ Luke’a idzie w moim kierunku. Spojrzałam na niego w chwili kiedy stał na przeciwko mnie. Wysoki brunet, o ciemnej karnacji z lekkim zarostem na twarzy, ubrany w ciemne jeansy, czarną koszulkę i skórzaną kurtkę w tym samym kolorze oraz buty na motor. Uśmiechnął się lekko w moim kierunku po czym usiadł obok na murku.
-Cześć-powiedział, odwróciłam głowę w jego kierunku
-Cześć-odpowiedziałam obojętnie
-Zayn- wyciągną rękę w moim kierunku, jednak zignorowałam jego gest
-Terrie, ale raczej nie powinniśmy gadać-powiedziałam spokojnie, kończąc szluga
-Dlaczego?- zapytał zdziwiony
-Bo ten koleś, z którym ostatnio wygrałeś to mój chłopak, który nie paja do ciebie przyjaźnią-wyjaśniłam na co chłopak lekko się uśmiechnął, wyciągnął swoje fajki i podsunął mi pod nos, grzecznie odmówiłam dziękując.-Nie chce być nie miła, ale lepiej byłoby gdybyś sobie poszedł-ponownie na niego spojrzałam
-Okej, nie chce żebyś miła przeze mnie kłopoty, skoro boisz się własnego chłopaka-powiedział spokojnie
-Nie boje się go, jasne!- uniosłam się lekko, nie lubię kiedy ktoś mi coś sugeruje-Po prostu jestem lojalna!
-Nie denerwuj się tak!- zaśmiał się-Złość piękności szkodzi!
-O co ci chodzi?- zmarszczyłam brwi -Wiesz co, spadam! Nie mam ochoty gadać z idiotą!- podniosłam się z miejsca i poszłam przed siebie. Przepychałam się przez sporą ilość zgromadzonych gapiów aż wreszcie znalazłam swojego chłopaka i przyjaciół. Podeszłam w ich kierunku i stanęłam obok.
-Musimy pogadać!- powiedział Luke i pociągnął mnie za rękę, szlam za nim przez kilka sekund po czym zatrzymał się z dala od wszystkich-Co to kurwa było?- podniósł głos
-O co ci chodzi?- zapytałam spokojnie
-Po chuj gadałaś z tym kolesiem-powiedział wkurzony
-Nie gadałam z nim.-wzruszyłam ramionami-To on się do mnie dopierdolił.
-Terrie kurwa!- szarpnął mną za ramie, wkurzyłam się
-Zostaw mnie!- wyrwałam mu się- Mówię ci że to on coś ode mnie chciał! Spławiłam go- wytłumaczyłam niezbyt spokojnie, chłopak przez chwilę milczał po czym mnie przytulił, po chwili odkleił się ode mnie i wrócił na swoje poprzednie miejsce
-Może jakieś sory- powiedziałam do siebie pod nosem i poszłam za nim, znam Luka na tyle dobrze żeby wiedzieć ze nie przeprasza więc nie ma się co łudzić, niby mówi mi czasem, że mnie kocha, czasem co równa się praktycznie z : bardzo sporadycznie, ale co z tego skoro nie wydaje mi się żeby to było prawdą, dlaczego więc z nim jestem, bo go kurwa kocham i okłamuje się że może on czuje to samo choć troszeczkę. Dlaczego on ze mną jest? Bo mu tak wygodnie, bo potrzebuje dziewczyny dla lansu, powodów jest wiele, choć je znam nie potrafiłabym tego skończyć. Wyścig zaraz miał się zacząć, na starcie był Luke, James, Mike, jeszcze kilka kolesi i ten cały Zayn. Podeszłam jeszcze do mojego chłopaka
-Luke, proszę, chce z Tobą jechać-spojrzałam na niego prosząco
-Nie!- powiedział stanowczo zakładając kurtkę
-Luke..-ponownie powiedziałam, stanął naprzeciwko mnie kładąc swoje dłonie na moich biodrach i spojrzał mi w oczy
-Nie panikuj mała, to nie jest mój pierwszy raz! Wiesz, że wygram.-uśmiechnął się lekko po czym mnie pocałował. Odeszłam kawałek w tył i stanęłam w tłumie przyglądając się akcji. Luke i ten Zayn byli na prowadzeniu. W pewnej chwili usłyszałam syreny a w oczy rzuciło mi się rażące światło. Dopiero po chwili zorientowałam się że to policja. W pierwszej chwili nie wiedziałam co robić, spanikowana zaczęłam rozglądać się we wszystkie strony poszukując jakiejkolwiek pomocy. Zaczęłam biec przed siebie. W mojej głowie przewijała się tylko myśl:  spierdalaj! Luke, Mike, James, ktokolwiek! Gdzie wy kurwa jesteście?! Biegłam jakąś ciemną uliczką, a psy siedziały mi na ogonie. Jeszcze nigdy się tak nie bałam jak w tej chwili. W pewnym momencie zauważyłam jak ktoś tylko szybko przejeżdża obok mnie. Ze zmęczenia nie miałam siły by krzyczeć. Musiałam biec dalej i jakoś poradzić sobie sama. Jak się okazało ten ktosiek mnie zauważył i na moje szczęście wrócił się po mnie.
-Szybko!- krzyknął, bez zbędnego pierdolenia wsiadłam na motor



No to mamy dwójeczkę xxx



wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział 1.

-Terrie!- wychodząc ze szkoły od razu usłyszałam i zobaczyłam stojącego na dziedzińcu chłopaka. Uśmiechnęłam się pod nosem podchodząc w jego kierunku.
-Hej Mike- powiedziałam przytulając przyjaciela na powitanie, od razu udaliśmy się w stronę pobliskiego parku. Po drodze musiałam mu oczywiście streścić dwa ubiegłe dni w których się nie widzieliśmy. Mike, kim on dla mnie był? Najlepszym przyjacielem, bratem którego nie miałam. Znałam go od dzieciństwa. Każde wakacje spędzaliśmy razem co nie kończyło się dla mnie dobrze bo obdartymi kolanami, poobijanymi łokciami itp. Nigdy nie byłam typową dziewczynką, bawiącą się lalkami.  Ja wolałam łażenie po drzewach, granie w piłkę i wszystko co wiązało się z Mike’iem i jego kolegami. Spędzane wieczory do późna na podwórku grając w różne, w tamtym czasie wydające nam się fajne, gry. Koszykówka, piłka nożna, szczelaninki, gokardy i wszystko co można było określić typowo chłopieńcymi zabawami. Teraz? Teraz wygląda to trochę inaczej, poza faktem że nadal moim najlepszym przyjacielem jest Mike i on i jego koledzy nadal muszą znosić moje towarzystwo. Natomiast gry wymieniliśmy na inne, bardziej ‘dorosłe’ zajęcia. Imprezy, włóczenie się po mieście. Wszystko co 17-19latkowie mogą robić. Nie powiem ze to jest dobre, bo na pewno nie.  Imprezy wiążą się oczywiście z alkoholem, a co z tym idzie czasem też coś mocniejszego.  Fajki, od nich uzależniłam się już dwa lata temu. Mój ‘brzydki’ nawyk.
-Jak tam ojciec? Ile razy zdążyliście się pokłócić przez te czterdzieści osiem godzin?- chłopak wyrwał mnie z zamysłu uśmiechając się pod nosem, westchnęłam
-Zgubiłam rachubę, wiesz. Już nawet nie liczę. Ten człowiek potrafi przyczepić się o wszystko, mam go tak serdecznie dość, nie wiem, gdyby nie fakt że nie mam gdzie mieszkać już dawno bym się wyprowadziła-powiedziałam wyciągając z torby paczkę szlugów, wzięłam jednego po czym podałam chłopakowi
-Oj młoda. Wytrzymasz- objął mnie ramieniem, szliśmy dalej w ciszy dopóki chłopak nie zaczął tematu.- A Luke?
-Co Luke?- spojrzałam na niego
-Nie możesz zamieszkać z nim?- rozwiną swoją myśl
-On mieszka z James’em, poza tym nie chce pytać-wzruszyłam ramionami, znaleźliśmy się w parku który przeszliśmy w miarę szybko, kawałek za parkiem mieliśmy taką naszą miejscówkę, gdzie siedzieliśmy zawsze po szkole.  Niby Tamiza, atrakcja turystyczna, ale jak się ma dobre dojścia to można tam spędzić miło czas, a zwłaszcza bez ludzi. Zeszliśmy ścierzką prowadzącą w dół, a po kilku metrach znaleźliśmy się obok niewielkiego mostu. Pod nim były nawet niezłe warunki, które w sumie sami sobie stworzyliśmy. Po pierwsze: nikogo nie ma, a po drugie psiarnia nigdy tam nie węszy . Od razu zobaczyłam swojego chłopaka i przyjaciela z puszką spreju w ręce malujących jakieś bazgroły na ścianach mostu. Podeszliśmy do nich rzucając krótkie: hej. Ściągnęłam torbę i rzuciłam ją gdzieś w kąt, a sama usiadłam po turecku na betonie. Po chwili obok mnie pojawił się Luke i usiadł w tej samej pozycji co ja obejmując mnie ramieniem.
-Jest dzisiaj wyścig-powiedział bez jakiegoś zbędnego jego zdaniem :kochanie czy chociaż: co tam.
-Miło że pytasz, u mnie nie jest okej, a co u ciebie?- powiedziałam sarkastycznie na co przewrócił oczami, podniósł się z miejsca i podszedł w stronę swojego czarnego plecaka leżącego gdzieś obok, przykucną po czym coś z niego wyciągnął.  Spojrzał na mnie przez ramie i rzucił mi puszkę piwa
-Wypij i wyluzuj się-powiedział od niechcenia i ponownie zajął się swoim grafitti.
-Super-szepnęłam sarkastycznie pod nosem, otworzyłam puszkę i upiłam łyk. Wyścig. Czym jest dla mnie wyścig? Mogę się odreagować, zapomnieć. Jestem tylko ja , motor i adrenalina, nic więcej. W jakiś sposób to kocham i nie potrafię zrezygnować choć z każdym razem staje się to coraz bardziej niebezpieczne. Ci ludzie to  nie potulne misie, to żadne wygranej bestie.. Nie wiesz co może się stać. To nie jest gra w szachy tylko wyścig z najlepszymi. Nie tyle za każdym razem boje się o siebie co o tego debila, Luke’a. Dla niego to już nie jest sposób na odreagowanie tylko sposób na łatwą kasę. Tylko na tym mu zależy co wiąże się z tym że musi wygrywać, musi być najlepszy. Wiem tylko tyle że robią coś z silnikiem, nie jestem wtajemniczona, ale raz słyszałam jak Mike mówił że to niebezpieczne, że przy kolejnym razie może zatrzeć silnik. Co na to Luke? Śmiał się, jego w ogóle nie obchodzi niebezpieczeństwo. Jest idiotą. Nie to, ze go nie kocham, bo kocham jak idiotka ale to co on robi… martwię się o niego, to chyba nie dziwne.
-Tii, chcesz?- moje rozmyślanie przerwał Luke i James pojawiający się obok mnie machając mi przed oczami woreczkiem z białym proszkiem
-Nie!- odburknęłam-I wy też tego nie weźmiecie!
-Terrie uspokój się-powiedział James-Co ty nagle taka święta jesteś? Sama brałaś a teraz zgrywasz matkę Teresę-zaśmiał się
-Zamknij się!- warknęłam na niego
-Chłopaki! Dajcie sobie dziś spokój, jest wyścig-powiedział spokojnie Mike, James i Luke spojrzeli po sobie po czym chyba zrezygnowali, spojrzałam na godzinę w telefonie, szlak! Późno.
-Spadam!- powiedziałam zbierając swoje rzeczy
-Terrie!- zatrzymał mnie Mike, spojrzałam na niego, podszedł do mnie i stanął naprzeciwko-Przyjdź! Wiesz że jeśli ciebie nie będzie Luke przesadzi-powiedział patrząc mi w oczy, skinęłam głową
-Siema- powiedziałam, odwróciłam się na piecie i poszłam przed siebie. Kiedy szłam już chodnikiem w stronę domu zapaliłam jeszcze szluga myśląc o tym co powiedział mi Mike. Czy Luke na serio nie ma świadomości co może się stać, czy jest aż takim idiotą. Po kilku minutach byłam na miejscu. Wyciągnęłam z kieszonki klucz i otworzyłam drzwi, co z tego ze ojciec był w domu, zgodnie z jego teorią, przezorny zawsze ubezpieczony. Weszłam do środka zostawiając w holu kurtkę i buty. Zajrzałam do kuchni, gdzie zastałam ojca czytającego gazetę. Kiedy mnie zobaczył spojrzał na zegarek, a potem na mnie, dając mi do zrozumienia że powinnam wrócić do domu zaraz po szkole.
-Mam nadzieje że nie spotkałaś się z tymi wyrzutkami społecznymi-powiedział kiedy ja przeglądałam właśnie zawartość lodówki
-Przestań ich tak nazywać!- odburknęłam zła

-To znajdź sobie normalnych przyjaciół-powiedział tym samym tonem, oczywiście nic się nie zmieniło od rana, wracam do domu i nie mogę spokojnie nawet zjeść bo on od razu zaczyna swoje morały, doprowadza mnie to do czystego szaleństwa! Może lepiej było by gdyby żadne z nas się nie odzywało. To ze jestem uparta, zawzięta i zawsze postawie na swoim mam właśnie po nim więc nie sądzę byśmy kiedykolwiek mieli się dogadać.






No to mamy 1 rozdział. Jak wam się podoba? Może jest trochę nudny, ale jakoś trzeba zacząć :) Liczę na szczere opinie. No więc: krytykujcie!
 Krótki Epilog: 
Zwykła dziewczyna. Problemy. Uczucia. Śmierć. Co stanie się z Terrie? Czy będzie potrafiła normalnie żyć? Strata mamy. Ciągłe kłótnie z ojcem. Bunt. Imprezy. Alkohol. Papierosy. Dragi. Wyścigi. Zdrada. Kłamstwo. Strata przyjaciół. Ból. I… ON. Czy Harry będzie umiał jej pomóc? Dystans. Niepewność. Czas. Zaufanie. Przyjaźń. Miłość? Jak dziewczyna poradzi sobie z uczuciem które ją spotkało? Czy da losowi drugą szansę?

Miejsce akcji: Londyn
Czas-2012/2013